Brytyjski premier Andy Burnham podczas swojej pierwszej oficjalnej wizyty w Irlandii Północnej jasno zadeklarował, że referendum dotyczące zjednoczenia Irlandii nie znajduje się obecnie w planach jego rządu.
Jego słowa wywołały natychmiastową reakcję polityczną zarówno w Irlandii Północnej, jak i Republice Irlandii.
Burnham przebywał w czwartek w Belfaście, gdzie spotkał się między innymi z przedstawicielami północnoirlandzkiego rządu oraz liderami lokalnych partii. Zapytany o możliwość przeprowadzenia referendum w sprawie przyszłego statusu Irlandii Północnej powiedział, że kwestia ta jest „poza agendą”.
Premier argumentował, że Wielka Brytania ma za sobą dekadę politycznych podziałów. Wskazał przede wszystkim na referendum w sprawie Brexitu z 2016 roku oraz wcześniejsze referendum dotyczące niepodległości Szkocji. Jego zdaniem konsekwencje takich głosowań mogą przez wiele lat wpływać na społeczeństwo.
Burnham podkreślił, że jego rząd powinien przede wszystkim koncentrować się na problemach, które mieszkańcy Irlandii Północnej odczuwają obecnie. Wśród najważniejszych wymienił koszty życia, funkcjonowanie usług publicznych oraz konieczność uporządkowania sytuacji budżetowej Stormontu.
Sinn Féin: premier nie może odrzucić prawa do referendum
Wypowiedź Burnhama spotkała się ze zdecydowaną reakcją Sinn Féin. Liderka partii Mary Lou McDonald stwierdziła, że brytyjski premier nie ma prawa jednostronnie usuwać możliwości przeprowadzenia referendum przewidzianej w Porozumieniu Wielkopiątkowym.
Podobne stanowisko przedstawiła pierwsza minister Irlandii Północnej Michelle O’Neill. Określiła wypowiedź Burnhama jako „antydemokratyczną” i przypomniała, że przyszłość wyspy powinna zostać rozstrzygnięta przez jej mieszkańców. O’Neill przekazała również, że bezpośrednio poruszyła tę kwestię podczas spotkania z premierem.
Co mówi Porozumienie Wielkopiątkowe?
Kwestia referendum jest szczególnie istotna ze względu na zapisy Porozumienia Wielkopiątkowego z 1998 roku. Zgodnie z jego postanowieniami sekretarz stanu ds. Irlandii Północnej może zarządzić tzw. border poll, czyli referendum dotyczące przyszłego statusu regionu.
Co ważne, sekretarz stanu ma obowiązek zorganizować takie głosowanie, jeżeli uzna, że istnieją przesłanki wskazujące na możliwość uzyskania większości popierającej zjednoczenie Irlandii.
Oznacza to, że wypowiedź Burnhama nie zmienia sama w sobie mechanizmu przewidzianego w Porozumieniu Wielkopiątkowym. Decyzja dotycząca ewentualnego referendum pozostaje związana z obowiązkami brytyjskiego rządu wynikającymi z tego porozumienia.
DUP zadowolone ze stanowiska premiera
Zupełnie inaczej na słowa Burnhama zareagowała Demokratyczna Partia Unionistyczna (DUP). Jej lider Gavin Robinson pozytywnie ocenił stanowisko premiera i stwierdził, że jego wypowiedź powinna zakończyć spekulacje dotyczące możliwości szybkiego przeprowadzenia referendum.
Stanowiska głównych ugrupowań pokazują więc, jak głęboko podzielona pozostaje scena polityczna Irlandii Północnej. Dla unionistów utrzymanie regionu w Zjednoczonym Królestwie pozostaje kluczowym celem, natomiast dla republikanów możliwość referendum w sprawie zjednoczenia wyspy jest jednym z fundamentalnych elementów Porozumienia Wielkopiątkowego.
Burnham chce skupić się na codziennych problemach
Brytyjski premier przekonuje, że obecnie najważniejsze jest rozwiązywanie praktycznych problemów mieszkańców Irlandii Północnej, a nie otwieranie kolejnego sporu konstytucyjnego.
Jego pierwsza wizyta w Belfaście przypadła w okresie presji na północnoirlandzki rząd w sprawie finansowania usług publicznych i budżetu. Burnham zapowiedział współpracę z lokalnymi władzami, ale jednocześnie zaznaczył, że Londyn będzie oczekiwał odpowiedzialnego gospodarowania dostępnymi środkami.
Jednocześnie jego stanowisko w sprawie border poll może stać się jednym z pierwszych poważnych testów relacji nowego rządu Wielkiej Brytanii z partiami reprezentującymi różne wizje przyszłości Irlandii Północnej.
Jedno jest pewne: kwestia zjednoczenia Irlandii nie znika z debaty politycznej. Słowa Andy’ego Burnhama pokazują jednak, że jego rząd nie zamierza obecnie stawiać referendum na pierwszym planie.
























