Niepokojący sygnał alarmowy z tankowca objętego międzynarodowymi sankcjami postawił w stan gotowości brytyjskie i irlandzkie służby ratownictwa morskiego. Jednostka „Myra”, powiązana z transportem rosyjskiej ropy, znajdowała się na północnym Atlantyku podczas wyjątkowo trudnych warunków pogodowych. Do sprawdzenia sytuacji wysłano wojskowy samolot patrolowy RAF, a później również maszynę irlandzkiej straży przybrzeżnej. Ostatecznie załoga poinformowała, że alarm został uruchomiony omyłkowo.
Sygnał alarmowy podczas silnego sztormu
Do zdarzenia doszło w sobotę, 24 października 2026 roku, na wodach północnego Atlantyku, na zachód od Wysp Brytyjskich.
Tankowiec Myra, pływający pod banderą Kamerunu, nadawał sygnały wzywające pomocy podczas bardzo trudnych warunków pogodowych związanych ze sztormem Boelo.
Według brytyjskiej agencji Maritime and Coastguard Agency (MCA) alarm został odebrany o godzinie 14:06 czasu brytyjskiego.
W tym momencie statek znajdował się około 350 mil morskich od szkockiej wyspy Mull, czyli mniej więcej 650 kilometrów od wskazanego punktu odniesienia.
Na pokładzie przebywało 21 członków załogi.
Sytuację potraktowano poważnie. Warunki na morzu były niebezpieczne, a w rejonie jednostki występowały bardzo wysokie fale.
Według doniesień medialnych ich wysokość mogła sięgać około dziewięciu metrów, a porywy wiatru były wyjątkowo silne.
Brytyjczycy wysłali wojskowy samolot
Po odebraniu sygnału alarmowego brytyjskie służby rozpoczęły działania mające na celu ustalenie, czy statek i jego załoga rzeczywiście potrzebują pomocy.
Do akcji skierowano samolot patrolowy Boeing P-8 Poseidon, wykorzystywany przez brytyjskie Royal Air Force.
Jest to zaawansowana maszyna przeznaczona przede wszystkim do patrolowania obszarów morskich, rozpoznania i zwalczania okrętów podwodnych.
Samolot dysponuje rozbudowanymi systemami obserwacji i łączności, dzięki czemu może również wspierać działania poszukiwawczo-ratownicze.
Wysłanie wojskowej maszyny było związane między innymi z dużą odległością tankowca od lądu i trudnymi warunkami pogodowymi.
Załodze samolotu udało się nawiązać kontakt radiowy ze statkiem.
Wtedy sytuacja zaczęła się wyjaśniać.
Załoga: alarm został uruchomiony przypadkowo
Po nawiązaniu łączności marynarze przekazali brytyjskim służbom, że sygnał alarmowy został uruchomiony podczas opuszczania obszaru, w którym występowały szczególnie wysokie fale.
Według relacji załogi nie było potrzeby podejmowania akcji ratunkowej.
Brytyjska straż przybrzeżna potwierdziła następnie, że jednostka może kontynuować podróż.
Nie zgłoszono konieczności ewakuacji załogi.
W dostępnych komunikatach nie potwierdzono również uszkodzenia tankowca ani wycieku paliwa.
Ostatecznie incydent został uznany za fałszywy alarm, a nie rzeczywistą katastrofę morską.
Nie zmienia to jednak faktu, że służby musiały zweryfikować wezwanie pomocy, szczególnie ze względu na trudną pogodę i liczbę osób znajdujących się na pokładzie.
Irlandzka straż przybrzeżna również monitorowała tankowiec
W działania zaangażowana była także Irish Coast Guard.
Irlandzkie służby wysłały własny samolot Beechcraft, który nawiązał kontakt z tankowcem i wykonał zdjęcia jednostki.
Załoga ponownie potwierdziła, że nie potrzebuje pomocy.
Irish Coast Guard przekazała, że wspiera brytyjskie służby w operacji prowadzonej na północnym Atlantyku i nadal obserwuje dalszą trasę statku.
Choć tankowiec znajdował się w irlandzkiej wyłącznej strefie ekonomicznej, działania ratownicze były koordynowane przez Wielką Brytanię w ramach odpowiedniego obszaru poszukiwania i ratownictwa.
To istotne rozróżnienie: granice wyłącznej strefy ekonomicznej nie muszą pokrywać się z granicami obszarów odpowiedzialności służb ratownictwa morskiego.
Skąd płynął tankowiec „Myra”?
Jednostka rozpoczęła podróż w rosyjskim porcie Ust-Ługa, położonym nad Morzem Bałtyckim, niedaleko Petersburga.
Jej deklarowanym celem był Port Said w Egipcie.
Według danych dotyczących ruchu statków Myra kierowała się na południe przez północny Atlantyk.
Statek ma około 228 metrów długości i został zbudowany w 2006 roku.
W czasie zdarzenia był opisywany jako płynący bez ładunku, w stanie określanym w żegludze jako in ballast.
Oznacza to, że jednostka nie przewoziła wówczas komercyjnego ładunku ropy, lecz wykorzystywała wodę balastową do zapewnienia odpowiedniej stateczności.
Informacje o aktualnym ładunku pochodzą jednak z danych żeglugowych, a nie z niezależnej inspekcji przeprowadzonej na pokładzie.
Czym jest rosyjska „flota cieni”?
Sprawa zwróciła szczególną uwagę mediów ze względu na powiązania tankowca z tak zwaną rosyjską flotą cieni (shadow fleet).
To określenie używane wobec sieci statków wykorzystywanych do przewozu rosyjskiej ropy i produktów naftowych, często z zastosowaniem skomplikowanych struktur własnościowych, zmian bandery lub innych praktyk utrudniających identyfikację operatorów.
Po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku Unia Europejska, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i inne państwa wprowadziły ograniczenia dotyczące rosyjskiego sektora energetycznego.
Część jednostek została objęta indywidualnymi sankcjami ze względu na podejrzenia dotyczące ich udziału w transporcie rosyjskiej ropy z naruszeniem lub obchodzeniem określonych restrykcji.
Tankowiec Myra znajduje się na listach sankcyjnych kilku państw i organizacji, w tym Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych.
Sankcje dotyczą historii i działalności jednostki. Sam fakt nadania sygnału alarmowego nie oznacza jednak naruszenia przepisów ani próby prowokacji.
Dlaczego takie statki budzą obawy?
Eksperci zajmujący się bezpieczeństwem morskim od dawna zwracają uwagę na potencjalne zagrożenia związane z częścią jednostek zaliczanych do floty cieni.
Jednym z problemów jest wiek statków oraz możliwe trudności w ustaleniu, kto faktycznie odpowiada za ich utrzymanie, ubezpieczenie i eksploatację.
W przypadku awarii tankowca przewożącego ropę konsekwencje mogą być poważne.
Uszkodzenie kadłuba lub wyciek produktów naftowych może doprowadzić do skażenia dużych obszarów morza.
Dodatkowe zagrożenie pojawia się podczas sztormów, gdy wysokie fale utrudniają zarówno manewrowanie jednostką, jak i prowadzenie ewentualnej akcji ratowniczej.
W przypadku Myry nie potwierdzono jednak, aby doszło do awarii technicznej, wycieku lub zagrożenia dla środowiska.
Dlaczego sytuacja jest ważna dla Irlandii?
Irlandia leży przy jednym z najważniejszych obszarów północnego Atlantyku, przez który przemieszczają się statki handlowe, tankowce i inne jednostki podróżujące między Europą a pozostałymi częściami świata.
Ruch morski na zachód i północ od Irlandii ma znaczenie zarówno gospodarcze, jak i strategiczne.
Na dnie Atlantyku znajdują się również podmorskie kable telekomunikacyjne łączące Europę z Ameryką Północną.
Z tego względu bezpieczeństwo morskie, monitoring jednostek oraz współpraca z innymi państwami są ważnymi elementami ochrony irlandzkiej infrastruktury i interesów gospodarczych.
Nie ma jednak dowodów, aby sobotni incydent z udziałem Myry miał jakikolwiek związek z kablami podmorskimi, sabotażem lub innymi działaniami wymierzonymi w Irlandię.
Było to przede wszystkim zdarzenie związane z bezpieczeństwem żeglugi.
Dlaczego służby pomagają statkowi objętemu sankcjami?
To pytanie może pojawić się w związku z rosyjskimi powiązaniami tankowca.
Odpowiedź wynika z międzynarodowych zasad bezpieczeństwa na morzu.
Służby ratownicze mają obowiązek reagować na wiarygodne wezwania pomocy, niezależnie od bandery statku, jego właściciela czy statusu sankcyjnego.
Najważniejsze jest bezpieczeństwo ludzi.
Gdyby załoga Myry rzeczywiście znajdowała się w niebezpieczeństwie, status jednostki na listach sankcyjnych nie stanowiłby sam w sobie podstawy do odmowy ratowania marynarzy.
Właśnie dlatego brytyjskie i irlandzkie służby podjęły działania, mimo że statek był powiązany z transportem rosyjskiej ropy.
Co dalej z tankowcem?
Po sprawdzeniu sytuacji brytyjskie służby uznały, że nie ma potrzeby udzielania pomocy.
Statek otrzymał możliwość kontynuowania podróży w kierunku Morza Śródziemnego.
Irish Coast Guard potwierdziła, że nadal wspiera brytyjskie służby i monitoruje dalsze przemieszczanie się jednostki.
Nie poinformowano o zatrzymaniu tankowca ani o rozpoczęciu postępowania związanego z samym sygnałem alarmowym.
Incydent zakończył się bez potwierdzonej katastrofy, ale ponownie zwrócił uwagę na obecność objętych sankcjami tankowców na wodach północnego Atlantyku.
W czasie gdy Irlandia zmagała się ze skutkami sztormu Boelo, sytuacja pokazała również, jak ważna jest współpraca międzynarodowych służb ratowniczych i możliwość szybkiego sprawdzania alarmów nawet setki kilometrów od brzegu.
Stan na 26 października 2026 roku.












